środa, 3 września 2014

Anna Klara Otwinowska - bellissima ze świdermajera

Porzuciła Anin dla słonecznej Italii. Tu mieszka, pracuje i… bloguje! Spójrzcie, jak smacznie! Po lekturze Jej bloga www.podsloncemitalii.pl natychmiast pobiegłam do kuchni, by spróbować, jak smakuje bruschetta zrobiona według załączonego przepisu.  Jednak pisze nie tylko i nie przede wszystkim o jedzeniu. Jej blog to piękny spacer po kulturze i zabytkach Włoch, którymi jest wyraźnie zafascynowana. Panie, panowie… Anna Klara Otwinowska!



MGA – Jakie jest Pani najdawniejsze anińskie wspomnienie?

AKO – Trudno mi przywołać takie jedno, konkretne wspomnienie. Kiedy myślę o dzieciństwie, to przypominają mi się fantastyczne zabawy w przydomowym lasku. Działka, na której stoi dom, była ogromna, połowę zajmował teren porośnięty drzewami i krzakami.  To było miejsce jedyne w swoim rodzaju, w którym wspólnie z siostrą oraz kuzynem puszczaliśmy wodze wyobraźni. A kiedy przychodziły do nas dzieci znajomych, to zabawa w lasku stawała się czymś fenomenalnym.


Jeden z najpiękniejszych i najlepiej zachowanych anińskich świdermajerów - Willa Snitkówka, dom rodzinny naszego gościa. Tu oglądany z nietypowej strony - od podwórka.

MGA – Pochodzi Pani z jednej z najdawniejszych anińskich rodzin.

AKO -  Rzeczywiście. Dom rodzinny to typowy dla linii otwockiej świdermajer, zbudowany w pierwszych latach ubiegłego stulecia przez mojego prapradziadka, przybysza z Polesia. Rodzina ze strony mamy ma polsko-rosyjsko-hiszpańskie korzenie. Jest tutaj wątek białej emigracji, córki hiszpańskiego dyplomaty, a potem rosyjskich romansów śpiewanych przez domowników i ich gości. Również rodzina ze strony mojego ojca należy do zatwardziałych aniniaków. Jeszcze przed wojną pradziadek wybudował wille na tzw. skarpie. Niestety wydarzenia ostatnich lat sprawiły, że dom ów już do Otwinowskich nie należy.


Jedna z werand w domu rodzinnym.


MGA – Wydaje się, że wiele zawdzięcza Pani dziadkowi?

AKO - Bez chwili wahania mogę powiedzieć, że dziadek mnie ukształtował. Kiedy byłam małą dziewczynką zamiast bajek opowiadał mi greckie mity. Przywoził mi z Włoch kolorowe wydania Mitologii, Iliady i Odysei przeznaczone specjalnie dla dzieci. Uwielbiałam oglądać ilustracje i wyobrażać sobie, że jestem np. Ateną lub Penelopą. W tamtych czasach mówiłam także, że chciałabym zostać archeologiem. Przez całe lata dziadek podsuwał mi wartościowe książki, poprawiał moje szkolne wypracowania i skłaniał do myślenia. Gdy miałam 14 lat zabrał mnie wspólnie z babcią na dwutygodniową wycieczkę po Włoszech. Dotarliśmy aż do Paestum, czyli za Neapol. Wszystko było starannie zaplanowane. Wielokrotnie wakacje spędzaliśmy w Luni (Liguria), gdzie prowadzono na wielką skalę badania archeologiczne dawnej etrusko-rzymskiej kolonii, a ja z siostrą bawiłyśmy się pośród wykopalisk. Trudno nie zauważyć, że wszystko to miało na mnie silny wpływ. Poza tym mój dziadek zawsze we mnie wierzył i nie odtrącał, nawet w chwilach, kiedy zdarzyło mi się pobłądzić. Nauczył mnie, że trudne sytuacje rozwiązuje się rozmową, a nie krzykiem i złością i że nie należy nigdy tracić równowagi.


Anna Klara Otwinowska z mamą i babcią w Luni (Włochy)


MGA – Jak powstał pomysł pisania bloga?

AKO  - Ja zawsze lubiłam pisać i gdzieś tam powoli projekt blogowy we mnie dojrzewał. Bezpośrednim bodźcem stał się jednak post na innym blogu, gdzie autor opisał podróż po Umbrii i gdzie zachwycał się wyborną pizzą. Problem w tym, że w Umbrii pizza to zupełnie inna potrawa, to rodzaj słonej babki nadziewanej serem, który tradycyjnie podaje się na Wielkanoc. Nie odbieram nikomu prawa do jedzenia pizzy gdzie mu się podoba, ale nie lubię hochsztaplerki. Jeśli ktoś wybiera się do Umbrii, to powinien się do takiej podróży przygotować, a potem opisać specyfikę miejsca, np. lokalną kuchnię. Pamiętam, że tamtego dnia postanowiłam założyć własny portal i opisywać moje doświadczenia.

MGA – Czy gotować nauczyła się Pani dopiero we Włoszech?

AKO  - Jako mała dziewczynka piekłam ciasta, potem zabrałam się za „konkrety”. I tak np. quiche cebulowy lub placki z cukinii stały się moimi popisowymi daniami. Powoli eksperymentowałam, a co najważniejsze, zawsze spisywałam te przepisy w specjalnym notatniku. Nawet kiedy w szkolnych czasach organizowałam słynne imprezy na werandzie, zawsze starałam się podać coś więcej niż tylko chipsy. We Włoszech natomiast zaczęłam gotować na poważnie. Z jednej strony chciałam odkryć tutejszą kuchnię, która jest bardzo różnorodna i na pewno nie sprowadza się jedynie do pizzy, z drugiej natomiast zmusiło mnie do tego  dorosłe życie. Niektóre z tych kulinarnych doświadczeń opisuję na blogu. Zazwyczaj podsuwam także propozycje win, które dobrze się z danymi potrawami komponują oraz staram się opisać historię konkretnych dań.



Mule - jedno z ulubionych dań Anny Klary Otwinowskiej.


MGA – Czy w swym mediolańskim domu gotuje Pani również potrawy polskie?

AKO  - Oczywiście! Mój chłopak uwielbia polską kuchnię. Kilka dni po tym, jak się poznaliśmy, poprosił mnie o przygotowanie pierogów, które swego czasu posmakował w Krakowie.  Zresztą dla nas wspólny, wieczorny posiłek jest bardzo ważny, dlatego zawsze starannie nakrywamy stół i gotujemy najrozmaitsze dania  - polskie, włoskie, greckie, francuskie, a nawet chińskie. Znajomi śmieją się, że jadamy niczym w restauracji.


Włoska sałatka w polskim domu. Przepis na nią znajdziecie tu: 

MGA – Jakie są według Pani główne różnice między Polakami a Włochami?

AKO - Nie lubię generalizować, ale można by np. powiedzieć, że przeciętny Włoch jest potwornym lekkoduchem. Polak poważniej traktuje swoje obowiązki, ale w zamian za to potrafi mocno kombinować. Tutaj jedzenie jest niemal świętością, a gotować potrafi prawie każdy. Do alkoholu podchodzi się w bardziej cywilizowany sposób . Duży akcent przykłada się do wyglądu zewnętrznego, liczy się aparycja, modny samochód, aperitif i kolacja w miejscu, w którym wypada się pokazać. Włoch lubi wszystko robić kolektywnie i tak np.  grupowo wychodzi się z biura na przerwę obiadową, grupowo jedzie się na wakacje (w sierpniu duże miasta wymierają) i grupowo kisi się na zatłoczonych plażach, grupowo idzie się na zakupy, a potem grupowo nosi identyczny model powiedzmy sukienki, w której pokazała się jakaś celebrytka. Sądzę, że my Polacy żyjemy spokojniej. Nie mam na myśli Warszawy, która rządzi się prawami wielkiej metropolii. Jeśli jednak popatrzeć obiektywnie na cały kraj, to odnoszę wrażenie, że jesteśmy dużo mniej próżni i bardziej tradycyjni od Włochów z północy.

Mnie jednak intryguje inna kwestia. Ogromny odsetek Włochów jest bardzo źle wykształcony i nieskłonny do myślenia. Chciałabym zrozumieć jak to się dzieje, że zdominowany przez nieuków naród stworzył największe dziedzictwo kulturowe na Ziemi.


MGA – Bardzo dziękuję za rozmowę!

Zdjęcia z albumu rodzinnego Anny Klary Otwinowskiej.

4 komentarze:

  1. Znam ten blog, kilka razy już gotowałam i tak Parmigiana wyszła znakomicie, szkoda, ze wina o których wspomina pani Anna Klara nie są do kupienia w Polsce, ale te sugestie bardzo mi pomogły, komentuje i AKO na blogu bo pisany jest z niezwykłą dbałością o szczegół, pozdrawiam serdecznie
    Jadwiga

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrowienia dla autorki i bohaterki wywiadu. Skierowała mnie tu moja córka, szkolna koleżanka Ani KO. Bardzo zdolny rocznik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wątpimy! Dziękujemy za odwiedziny, zapraszamy częściej!

      Usuń